Autor: Mama Chemik

Poznaj super moce ziół -ZIOŁOCZYŚCIKI

Poznaj super moce ziół -ZIOŁOCZYŚCIKI

Ziołoczyściki to nowość na rynku. Seria środków czystości na bazie ziół i naturalnych substancje, których działanie znały dobrze nasze babcie.

Pure Home by W5 – płyn do mycia naczyń z Lidla

Pure Home by W5 – płyn do mycia naczyń z Lidla

Kiedy seria Pure Home by W5 pojawiła się w zeszłym roku w Lidlach dostawałam mnóstwo pytań co o niej sądzę. Pisałam wówczas, że nie podoba mi się używany tam konserwant, ale jednocześnie cieszę się, że produkty z lepszym składem zaczynają być coraz łatwiej dostępne w 

Czy ocet zabija 99,9% bakterii i wirusów?

Czy ocet zabija 99,9% bakterii i wirusów?

Przez lata firmy produkujące dezynfekujące płyny do toalet utrwaliły w nas przekonanie, że muszla toaletowa to najbrudniejsze miejsce w naszym domu i jeśli nie będziemy regularnie traktować jej substancjami dezynfekującymi to te okropne bakterie rozejdą nam się wszędzie dookoła. W konsekwencji, używamy tych płynów i myślimy, że jesteśmy bezpieczni. Jednak nic bardziej mylnego.

BAKTERIE W ŁAZIENCE

Płyny stosowane do wnętrza muszli toaletowej nie uchronią nas przed drobnoustrojami, które już się po naszym domu rozeszły. Za każdym razem kiedy spuszczamy wodę przy otwartej desce sedesowej zawartość toalety wraz z mikroorganizmami zostaje rozpylona po całej łazience. Część opadnie na ręczniki, trochę na dywanik, część na szczoteczki do zębów, które stoją na blacie kawałek dalej. My również obrywamy, a to co opadło na podłogę przenosimy dalej po domu na swoich stopach. Właśnie dlatego tak ważne jest opuszczanie deski przed spuszczeniem wody. Co prawda nie uchroni nas to w 100%, ale w znacznym stopniu zminimalizuje ilość drobnoustrojów i zanieczyszczeń, które z tej toalety się wydobędą.

Problem polega na tym, że ten utrwalony w naszych głowach obraz bakterii, które mieszkają w toalecie powoduje, że zapominamy o innych niebezpiecznych miejscach. Nie zmieniamy regularnie ręczników, tygodniami śpimy w tej samej pościeli, a naczynia zmywamy gąbką, która często bije na głowę muszlę toaletową jeśli chodzi o ilość zamieszkujących ją drobnoustrojów.

Skupiamy się tylko na toalecie, a przecież spuszczamy wodę kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie, czyli tyle razy zmywamy z jej ścianek mikroorganizmy. Dodatkowo śliska, ceramiczna powierzchnia również nie stanowi dla drobnoustrojów idealnego środowiska do rozwoju. Jednak jeśli we wnętrzu naszej toalety pojawia się osad z kamienia i moczu lub inne zanieczyszczenia wówczas warunki zaczynają bardziej sprzyjać ich rozwojowi. Dlatego kluczem w higienicznej łazience nie jest stosowanie substancji dezynfekujących, a dbanie o jej czystość i zamykanie deski sedesowej.

CZY OCET NADAJE SIĘ DO DEZYNFEKCJI

Ocet jest w stanie usunąć niektóre bakterie i wirusy, ale nie jest tak skuteczny jak antybakteryjne płyny do toalet. (żródło 1, żródło 2). Ilość usuniętych drobnoustrojów zależy od stężenia octu. W jednym z artykułów, które powyżej zalinkowałam dla lepszego działania proponowano wzmocnienie octu dodatkiem kwasu cytrynowego.

Mimo, że ocet nie usuwa mikroorganizmów tak dobrze jak popularne płyny do toalet to świetnie usuwa kamień i zabrudzenia, które są siedliskiem dla drobnoustrojów. Stosując ocet zapewniamy odpowiednią czystość toalety i pozbywamy się niektórych bakterii i wirusów. Możemy go stosować również na powierzchniach mających kontakt z żywnością, czyli świetnie sprawdzi się do czyszczenia lodówek czy blatów kuchennych.

CZY STOSOWANIE ŻELI DO TOALET OCHRONI NAS PRZED WSZYSTKIMI BAKTERIAMI?

Nie. Po pierwsze, nie każdy z tych żeli dezynfekuje. Niektóre z nich (tak samo jak ocet) mają jedynie odkamienić i wyczyścić. A my oczywiście przyzwyczajeni do obrazków z TV dajemy się oszukać i wydaje nam się jakby już sam kształt butelki miał nas ochronić przed mikroorganizmami.

Druga sprawa to częstotliwość użytkowania. Niektórzy zastosują taki dezynfekujący żel raz w tygodniu podczas sobotniego sprzątania i wydaje im się, że są bezpieczni. A co przez resztę tygodnia? W tym czasie drobnoustroje namnażają się, a my roznosimy je po całym domu. Może stosowanie po każdym użyciu zapewniłoby nam na prawdę dobrą dezynfekcję, ale wdychanie oparów tych płynów każdego dnia, po każdym skorzystaniu z toalety nie jest dobrym pomysłem.

Jakiś czas temu kupiłam nową deskę sedesową. W opakowaniu znalazłam instrukcję dbania o jej czystości. Producent zalecał, aby po czyszczeniu toalety zostawić deskę uniesioną, gdyż opary bardzo agresywnych środków czyszczących uszkadzają materiał, z którego deska została wykonana. Informował również, że bezpośredni kontakt deski i jej zawiasów ze środkami do czyszczenia WC również nie jest wskazany.

JAK DEZYNFEKCJA NA NAS WPŁYWA

Większość płynów do toalet zawiera w składzie żrące substancje, których opary są drażniące dla naszych dróg oddechowych. Może nie zauważamy tego w trakcie użytkowania, ale za każdym razem kiedy stosujemy tego typu substancje w naszych drogach oddechowych może dochodzić do niewielkich uszkodzeń, które po latach stosowania nagromadzą się i będą powodowały gorszą pracę naszego organizmu. Norwescy naukowcy przez 20 lat sprawdzali długoterminowy wpływ sprzątania na stan płuc u kobiet. Jeden z autorów badań porównał stan płuc kobiet sprzątających zawodowo do płuc nałogowego palacza. (żródło)

Kolejna rzeczy to zabijanie również tych dobrych bakterii i powodowanie, że te złe z czasem uodparniają się. Wiecie, że pewna ilość bakterii E. coli zawsze występuje w naszym organizmie? Dopiero ich duża ilość stwarza zagrożenie. Dlatego musimy dbać o czystość w naszych domach i nie doprowadzać do sytuacji, w których używamy starego zmywaka czy gąbki do kapieli lub wycieramy twarz ręcznikiem, który od dwóch tygodni wisi w łazience i zaczyna już nieprzyjemnie pachnieć.

Nasz organizm musi mieć też kontakt z pewną ilością tych złych drobnoustrojów, aby nabyć odporność.

Częste stosowanie środków dezynfekujących może zaburzać prawidłową pracę naszego organizmu, który potrzebuje przecież bakterii. Naukowcy z Kanady znaleźli zależność między częstym stosowaniem w domach substancji dezynfekujących, a otyłością u dzieci (źródło)

Niestety faktem jest też uodparnianie się bakterii i grzybów na niektóre substancje dezynfekujące. (żródło) Oznacza to, że nadużywanie tego typu produktów może doprowadzić do sytuacji, w której aby pozbyć się niebezpiecznych drobnoustrojów będziemy musieli poszukiwać nowych związków.

KOSTKI DO TOALETY

Na rynku dostępne są różne rodzaje kostek do toalety. Te droższe zazwyczaj mają działanie antybakteryjne, odkamieniające, czyszczące, oraz zapewniają „piękny” zapach. Słowo piękny zastosowałam w cudzysłowie, gdyż dla niektórych są to zapachy obowiązkowe, dla mnie przyprawiające o ból głowy. Sama byłam kiedyś również po drugiej stronie, kupowałam te kostki, a moja łazienka pachniała „morską bryzą”. Jednak w pewnym momencie doszłam do wniosku, że kupowałam je tylko dlatego, bo po raz kolejny reklamy wyrobiły w mojej głowie przekonanie, że jest to produkt obowiązkowy.

Warto wiedzieć również, że tańsze kostki zazwyczaj nie działają antybakterynie.

Z tego typu zawieszek warto zrezygnować jeśli w domu są małe dzieci. Toaleta jest miejscem, które dzieci bardzo przyciąga, a zawieszka z kolorową kosteczką wyglądającą jak cukierek będzie pierwszą rzeczą, której dziecko dotknie. Oby tylko nie chciało tego cukierka zjeść, bo to może się bardzo źle skończyć.

PODSUMOWUJĄC…

…nie bójmy się tak tych bakterii i wirusów. Wymażmy z pamięci ten obraz z reklamy telewizyjnej i nie szalejmy z substancjami do dezynfekcji. Wszystko z umiarem.

Płyn do mycia naczyń Yope – mięta i mandarynka

Płyn do mycia naczyń Yope – mięta i mandarynka

Recenzja płynu do mycia naczyń Yope mięta i mandarynka

„Plastikowy ocean” – recenzja

„Plastikowy ocean” – recenzja

„Plastikowy ocean” („A plastic ocean”) to dokument, który możecie obejrzeć na platformie Netflix i z całego serca Was do tego zachęcam. Uważam, że powinien obejrzeć go każdy! W pierwszych scenach dziennikarz Craig Leeson opowiada nam o wielorybach, o tym jak usłyszał o nich pierwszy raz 

Nie łącz sody oczyszczonej z octem!!!

Nie łącz sody oczyszczonej z octem!!!

Mogę się założyć, że każda z osób, które robiły kiedyś domowe środki czyszczące spotkała się z przepisem, w którym trzeba było połączyć ze sobą sodę i ocet. Po zmieszaniu tych substancji mamy widowiskową reakcję, powstaje piana, wszystko się porusza. To chyba dlatego wiele osób uważa, że otrzymana mikstura ma super właściwości sprzątające. Niestety nic bardziej mylnego!

Aby dobrze zrozumieć zasady działania domowych środków czyszczących warto przypomnieć sobie lekcje chemii ze szkoły, a dokładniej skalę pH. Woda ma pH około 7, czyli jest obojętna, ocet jest kwaśny, a roztwór sody będzie zasadowy.

pH roztworów używanych do sprzątania ma bardzo duże znaczenie. Po pierwsze te najbardziej kwaśne i najbardziej zasadowe mogą uszkodzić niektóre powierzchnie. Trzeba używać ich bardzo ostrożnie, stosując również środki ochrony osobistej.

Brud to też substancje chemiczne i stosowane środki czyszczące powinny być dobierane konkretnie do danego zanieczyszczenia, ale też do powierzchni na której on się znajduje.

I tak np. kwasy usuwają zabrudzenia nieorganiczne takie jak osad z kamienia, mydła czy rdza. Mogą posiadać właściwości dezynfekcyjne. Oznacza to, że np. ocet świetnie sprawdzi się w łazience, gdzie nie tylko usunie kamień, ale również zadziała dezynfekująco.

Zasady usuwają zanieczyszczenia pochodzenia organicznego, czyli tłuszcze, oleje, farby, woski, sadzę oraz zabrudzenia białkowe. Jeśli chcemy wyczyścić przypalenia w kuchence lub piekarniku doskonale sprawdzi się soda.

SODA + OCET

A co się stanie jeśli obie te substancje ze sobą połączymy? Niektórzy chyba uważają, że powstanie wielofunkcyjny, super środek czyszczący. Niestety to nie jest prawda!

Chemiczna nazwa sody to wodorowęglan sodu, a octu kwas octowy. Jeśli zmieszamy obie te substancje dojdzie do burzliwej reakcji, w której powstają octan sodu, dwutlenek węgla i woda.

Octan sodu to substancja, o lekko zasadowym pH, która niestety nie jest skuteczną substancją czyszcząca. Dwutlenek węgla to ten gaz, który ucieka z gazowanych napojów, a woda, no cóż, myje, ale wspaniałych właściwości czyszczących nie posiada.

Okazuje się, że z dwóch bardzo dobrze działających substancji zrobiliśmy mieszaninę, która wcale nie jest cudownym środkiem czyszczącym.

Dlaczego niektórzy sądzą, że to działa?

Co ciekawe, bardzo często spotykam się z opinią, że mieszanina sody i octu  bardzo dobrze działa.  Z czego to wynika?

Po pierwsze ta mieszanina faktycznie działa, ale nie tak dobrze jak roztwór octu czy sody zastosowane oddzielnie. Przypuszczam, że wynika to z faktu, że gdy soda i ocet ze sobą reagują zawsze jest nadmiar, którejś z tych substancji i ta część substancji, która nieprzereaguje może działać podczas sprzątania.

Po drugie, jeśli używa się świeżo przygotowanej mieszaniny, w której reakcja wciąż zachodzi uwalniający się dwutlenek węgla powoduje powstawanie piany, a ta może unosić cząsteczki brudu.

Po trzecie, często spotykałam się z przepisami, w których stosowano gorący ocet lub całość zalewano gorącą wodą. I to właśnie ta podwyższona temperatura powoduje lepsze efekty.

Kiedy mieszanie octu i sody ma sens?

  • Gdy używaliśmy pasty z sody oczyszczonej i wody lub szarego mydła w płynie i chcemy w szybki sposób usunąć ją z czyszczonej powierzchni. Również, gdy pasta sodowa zaschnęła i mamy problem z jej usunięciem lub gdy powstały brzydkie zacieki. Czyszczoną powierzchnię najwygodniej wówczas spryskać octem z buteleczki z rozpylaczem. Zaschnięta soda szybko się rozpuści, znikną pozostałości pasty, nie będzie brzydkich zacieków.
  • Gdy chcemy wykorzystać burzliwą reakcję do unoszenia lub odrywania brudu. Ten sposób jest szczególnie polecany do czyszczenia odpływów. W przepisach znajdziecie zazwyczaj informację, aby nasypać do odpływów lub sedesu kilka łyżek sody oczyszczonej, a następnie zalać to octem, często zaleca się użycie gorącego octu. Ja jednak wolę sodę oczyszczoną zalewać gorącą wodą. Wówczas też możemy zaobserwować, że soda „buzuje”, sama soda ma większą szansę zadziałać na zanieczyszczenia organiczne, a jednocześnie nie jesteśmy narażeni na duszący zapach octu.

To może się źle skończyć

Bardzo często spotykałam się z poradami dotyczącymi czyszczenia pralki, w których zalecano wlać dużą ilość octu do bębna pralki i wsypać sody oczyszczonej zamiast proszku do prania. Następnie należało włączyć pustą pralkę w najwyższej możliwej temperaturze.

Wiem, że wiele osób wykorzystywało ten sposób bez żadnych problemów jednak ja go zawsze odradzam.

Gdy soda oczyszczona i ocet połączą się w bębnie pralki w wysokiej temperaturze to „buzowanie”, które wcześniej opisywałam może pomóc w czyszczeniu bębna, jednak może być również dla tej pralki niebezpieczne.

Jeśli wsypiecie do pojemniczka sodę oczyszczoną, a następnie dodacie octu i pojemniczek zamkniecie to po kilku sekundach pojemniczek „wybuchnie”. Oczywiście nie będzie to groźny wybuch. Ja robię takie mini bomby z synkiem umieszczając obie substancje w pojemniczku z Kinder Niespodzianki. Jeśli macie dzieci to polecam tę zabawę. Jednak nie polecam łączenia sody i octu w pralce w wysokiej temperaturze.

Dużo lepszym rozwiązaniem będzie wsypanie sody do szufladki na proszek (czyli tak jak wcześniej), ale ocet należy wlać zamiast płynu do płukania. W ten sposób soda oczyszczona i ocet będą używane oddzielnie, każde w innym cyklu prania. Ocet zostanie pobrany dopiero na etapie płukania, czyli również w dużo niższej temperaturze.

prosty eksperyment - Co zadziała najlepiej?

Do wyczyszczenia miałam szybę w piekarniku. Były na niej przypalenia, do których według tego co napisałam wcześniej najlepiej powinna sprawdzić się soda.

Przygotowałam 3 roztwory:

  • ocet,
  • sodę zmieszaną z odrobiną wody,
  • sodę zmieszaną z octem.

W każdym z nich zamoczyłam wacik kosmetyczny, który następnie ułożyłam na szybie piekarnika i pozostawiłam na 15 minut. Po tym czasie lekko potarłam szybę każdym z wacików. Powierzchnię spłukałam wodą.

OCET – brak zmian

ROZTWÓR SODY Z WODĄ – szyba wyczyszczona już po lekkim przetarciu

SODA + OCET – szyba czystsza niż na początku, dłuższe szorowanie mogłoby usunąć całość brudu

Próbowałam przygotować dla Was zdjęcia, ale szyba nie była aż tak brudna, aby aparat wyłapał różnicę. Dlatego musicie uwierzyć mi na słowo.;)

A jeśli uda mi się kiedyś wyhodować odpowiednio brudną powierzchnię obiecuję, że ponowię eksperyment i wszystko Wam zademonstruję. Tymczasem musicie mi wierzyć na słowo lub zrobić taki test własnoręcznie. 😉

 
 

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Obraz Monfocus z Pixabay

Zmywak, szczotka czy myjka?

Zmywak, szczotka czy myjka?

W dzisiejszym wpisie zajmiemy się tematem gąbki kuchennej i innych artykułów służących do mycia naczyń, bo wbrew pozorom na prawdę jest tu o czym pisać. Zaczniemy od tego dlaczego warto zrezygnować z tradycyjnych zmywaków/gąbek kuchennych, a potem opowiem Wam o kilku alternatywach, które jak się 

Jaką wodę pić? Prosto z kranu, filtrowaną czy z butelki?

Jaką wodę pić? Prosto z kranu, filtrowaną czy z butelki?

Jeżeli jesteście podłączeni do sieci wodociągowej Wasza woda z kranu musi spełniać wymagania określone w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia. Należy jednak pamiętać, że badania wody są wykonywane w zakładzie wodociągowym, z którego jest ona do Was doprowadzana, więc teoretycznie jej jakość po drodze do Waszego domu 

Dzbanek filtrujący – wszystko co musisz wiedzieć

Dzbanek filtrujący – wszystko co musisz wiedzieć

W dzisiejszym wpisie omówimy sobie rodzaje dzbanków filtrujących oraz sposób ich działania, czyli najważniejsze informacje jakie powinniśmy posiadać przed kupieniem takiego sprzętu.

Jaki dzbanek wybrać

Większość z Was słysząc dzbanek filtrujący widzi pewnie przed oczami dzbanki od Brity lub Dafi. Nic dziwnego, to najpopularniejsze i najlepiej rozreklamowane firmy. Ich produkty dostać możecie chyba w każdym sklepie z AGD. Jednak jeśli mnie znacie to wiecie, że ja reklam nie lubię i uważam, że dobra reklama wcale nie jest równoznaczna z dobrym produktem, dlatego przed każdym zakupem staram się dokładnie przeanalizować czego ja tak na prawdę potrzebuję, a co oferuje mi producent.

I tak, same dzbanki różnią się przede wszystkim:

  • pojemnością, a co za tym idzie również kształtem
  • materiałem, z którego wykonany jest dzbanek
  • wskaźnikiem zużycia filtra (manualny, elektroniczny, brak wskaźnika)

Obecność wskaźnika zużycia filtra dla mnie jest kompletnie nieistotna. Jego obecność nie wpływa przecież na jakość filtrowania. To tylko dodatkowy gadżet, który oczywiście może pomóc, ale nie dla każdego jest konieczny.

Pojemność dobieramy do indywidualnych potrzeb, ale warto pomyśleć o tym, że duży dzbanek może nie mieścić się do lodówki, jeśli latem chcielibyście ją schłodzić, a jednocześnie woda też nie powinna stać zbyt długo po przefiltrowaniu.

Moim zdaniem, najważniejsze jest tworzywo, z którego został wykonany dzbanek. Co ciekawe, jest to chyba dla wielu osób dość nieistotne, bo przeglądając oferty sklepów internetowych bardzo rzadko udawało mi się znaleźć informacje z jakiego tworzywa został wykonany dzbanek. Za to kolor był wszędzie. Wychodzi na to, że dopasowanie naszego dzbanka filtrującego do kolorów kuchni jest ważniejsze niż nasze własne zdrowie. Nawet jeśli udało mi się gdzieś w opisie znaleźć informację o materiale było to zazwyczaj jedynie rozróżnienie plastik/szkło. Co więc wybrać? Szkło wydaje się bezpieczniejsze, gdyż nie migrują z niego szkodliwe substancje, ale upadek takiego dzbanka kończy się rozbiciem, więc sama jako matka obawiałabym się taki zakupić. Dodatkowo dzbanki szklane są zazwyczaj dużo droższe, trudniej dostępne i nie są szklane w całości. Wkład z filtrem oraz pokrywa to wciąż plastik.

Jaki filtr wybrać?

Najpopularniejszy na rynku jest filtr klasyczny, który zbudowany jest z usuwającego z wody chlor i jego pochodne, a także inne substancje zaburzające zapach i walory smakowe węgla aktywnego oraz żywicy jonowymiennej, która usuwa metale ciężkie i redukuje twardość wody.

Wiele osób martwi się, że filtry usuwają też z wody korzystne dla nas substancję, dlatego decydują się na filtry wzbogacające wodę w magnez. Problem w tym, że te same osoby oczekują od filtra redukowania twardości wody. I tu mamy problem. O twardości wody decydują jony wapnia i magnezu, więc nie da się jednocześnie wzbogacić jej w magnez oraz zmniejszyć twardości. Jeśli decydujecie się używać filtra wzbogacającego wodę w magnez tą wodę powinniście spożywać na surowo, w przeciwnym razie w trakcie gotowania ten magnez będzie osadzał się w Waszym czajniku. Podobnie działają filtry podnoszące pH wody oraz nadające jej ujemny potencjał oksydacyjno-redukcyjny.

Istnieją też specjalne filtry AGD, których działanie przede wszystkim opiera się na redukcji twardości wody. Te warto stosować jeśli w Waszym domu jest twarda woda i chcecie uchronić przed kamieniem czajnik elektryczny, żelazko czy ekspres do kawy.

Mycie filtra przed pierwszym użyciem

Dzbanek filtrujący to urządzenie niby banalne, ale jak widzicie nie wszystko jest tu takie łatwe jak się wydaje. Kupując dzbanek czy filtry do niego czytajcie wszystkie zamieszczone na opakowaniu informacje. Dzięki temu unikniecie błędów.

Czynnością, o której producenci informują jest konieczność przepłukania filtra przed pierwszym użyciem. Zazwyczaj należy dwukrotnie przefiltrować wodę (wodę po przepłukaniu można użyć np. do podlewania kwiatków). Ma to na celu odpowietrzenie filtra i usunięcie z niego drobinek węgla aktywnego. Niektórzy z producentów zalecają też zanurzenie filtra w wodzie i poruszanie nim w celu dokładnego odpowietrzenia.

Termin ważności filtra

Większość dostępnych na rynku filtrów możemy stosować przez okres 30 dni, po czym powinniśmy wymienić je na nowe. Często producenci podają też szacowaną ilość litrów wody, którą możemy przefiltrować. Oczywiście w obu przypadkach są to wartości szacunkowe, podane dla statystycznego użytkownika. Jeśli pijecie bardzo dużo wody, albo Wasza woda jest bardzo twarda to filtr najprawdopodobniej straci swoje właściwości wcześniej niż po 30 dniach. Nie oznacza to jednak, że jeśli filtrujecie rzadko możecie używać go przez 2 miesiące. Problemem są również rozwijające się w filtrach bakterie. Niektóre z filtrów impregnowane są srebrem, które ma je zabezpieczyć na okres około 30 dni. Jednak trzeba pamiętać, że niewłaściwe dbanie o higienę dzbanka czy zostawianie go w słońcu i wysokiej temperaturze może znacznie ten czas skrócić. Ważne jest również aby filtr był stale zanurzony w wodzie.

Termin ważności wody

Kolejną ważna sprawą, o której wiele osób nie myśli jest czas przydatności wody do spożycia. Większość producentów podaje, że woda po przefiltrowaniu jest dobra do picia przez okres do 12 godzin. Po tym czasie powinniśmy ją wylać i przefiltrować świeżą. To nie powinno nikogo dziwić, bo woda butelkowana po otwarciu również nie powinna być przechowywana dłużej niż te 12 godzin. Niestety mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że w takiej butelce czy dzbanku filtrującym namnażają się mikroorganizmy. Oczywiście podany okres czasu jest orientacyjny, a wszystko znów zależy od sposobu przechowywania. Jeśli będziemy trzymać dzbanek lub butelkę w upalny dzień w pełnym słońcu spowodujemy, że bakterie będą szybciej się namnażać. Producenci sugerują, więc aby dzbanek przechowywać w chłodnym, osłoniętym od słońca miejscu lub w lodówce.

PODSUMOWANIE

W tym wpisie skupiłam się na informacjach, które przekazują nam producenci. To wszystko co o dzbankach filtrujących wiedzieć powinniśmy. Pamiętajmy jednak, że producenci zawsze chcą swój produkt zareklamować jak najlepiej, tak aby się sprzedał. Dlatego przygotowałam też wpis o filtrowaniu wody od strony naukowej. Obalam tam kilka mitów i sprawdzam czy obietnice producentów pokrywają się z testami, które były prowadzone w laboratoriach. przeczytajcie „Jaką wodę pić?”

CZYTAJ TAKŻE:

Kiedy dzbanek filtrujący się nie sprawdzi?

Kiedy dzbanek filtrujący się nie sprawdzi?

Tekst dotyczący dzbanków filtrujących obiecywałam Wam już bardzo dawno temu. Okazało się jednak, że nie jest to prosty temat. Jest wiele pytań, na które trzeba odpowiedzieć, aby właściwie je ocenić. Dlatego będzie to wpis kilkuczęściowy. Dziś zajmiemy się sytuacją kiedy dzbanek filtrujący na pewno Wam