o chemii wokół nas

Za każdym razem kiedy poruszałam temat zakupu odkurzacza pionowego lub opisywałam ten, który aktualnie miałam dostawałam mnóstwo wiadomości z bardzo sprzecznymi informacjami. Doszłam do wniosku, że robienie recenzji odkurzacza to trudna sprawa, a to dlatego, że każdy z nas może mieć zupełnie inne potrzeby. A jednocześnie, niektórzy właściciele jednego odkurzacza uważają, że ich rozwiązanie jest najlepsze i innych nie biorą pod uwagę. Ja przetestowałam kilka różnych i przeprowadziłam setki rozmów z moimi czytelnikami analizując ich potrzeby i różne wersje odkurzaczy. I wiecie co? Uważam, że nie ma odkurzacza idealnego, który sprawdzi się u każdego. A nawet jeśli mamy odkurzacz, który w danym momencie jest dla nas idealny może się okazać, że po zmianie miejsca zamieszkania lub warunków (np. pojawienie się dziecka) zmienimy zdanie. Dlatego w dzisiejszym poście zamiast robić dokładną recenzję mojego obecnego odkurzacza pionowego postanowiłam opowiedzieć Wam czemu go nie polubiłam oraz co podobało mi się lub nie w innych odkurzaczach, które miałam okazję przetestować. Pod nazwy odkurzaczy podłączone są linki do Ceneo tak, abyście mogli w szybki i łatwy sposób dokładniej sprawdzić sobie każdy z opisywanych odkurzaczy oraz porównać ich ceny w różnych sklepach.

odkurzacz pionowy odmienił moje życie

Prawda jest taka, że pierwszy odkurzacz pionowy, który kupiłam był beznadziejny, a i tak sprawił, że się w nich zakochałam. Ta wygoda odkurzania bez kabla, możliwość szybkiego zebrania rozsypanych okruszków, odkurzania mąki z blatu kuchennego (jedną ze szczotek zawsze przeznaczam tylko do blatów), zabrania do auta sprawiły, że pokochałam tego typu odkurzacze.

Mój pierwszy sprzęt tego typu, miał słabą moc, zostawiał dużo śmieci i miał w zestawie tylko jedną dodatkową szczotkę, ale za to jego główna szczotka służąca do odkurzania podłogi miała podświetlenie LED, które oświetlało zanieczyszczenia i sprawiało, że wiedziałam czy posprzątałam wystarczająco dokładnie. Kupując go wydawało mi się, że wcale nie potrzebuję super mocy i kilku różnych szczotek, bo miał to być tylko odkurzacz dodatkowy będący uzupełnieniem tradycyjnego. Jednak po miesiącu sprzedałam go, a zamiast niego w moim domu pojawił się Xiaomi Handheld 1C, który jak się później okazało świetnie sprawdzał się jako jedyny odkurzacz i nic więcej nie potrzebowałam. 

Odkurzacz Xiaomi

Xiaomi Handheld 1C sprawdził się u mnie dużo lepiej. Poza szczotką do powierzchni płaskich miał w zestawie również szczelinówkę, szczotkę pędzelek oraz mini szczotkę elektryczną, która jest świetna do odkurzania tapicerki i materaca. To właśnie po zakupie tego odkurzacza odkryłam jak dużo zanieczyszczeń zbiera się w naszych materacach i zaczęłam odkurzać swój minimum raz w miesiącu.

Jednak z tego co widzę ten model nie jest już w sprzedaży, a ja przecież nie będę opowiadać Wam o czymś czego kupić nie możecie, więc sprawdziłam obecną ofertę sklepów i wybrałam dla Was ciekawą propozycję, lepiej dopracowaną niż model, który ja posiadałam.

Ten odkurzacz to Mi Handheld Vacuum Cleaner G10.

W modelu 1C moc była bardzo dobra, a tu, jak podaje producent jest jeszcze lepsza
(moc ssania to 150 W). Dodatkowo mamy też ekran TFT, na którym wyświetlają się informacje między innymi o wybranym programie odkurzania czy pozostałym czasie pracy (w 1C nie było wyświetlacza, a naładowanie baterii prezentowały trzy lampki) Kolejnym ulepszeniem jest brak konieczności ciągłego trzymania przycisku włączania, a wiem, że dla wielu osób ma to duże znaczenie. Coś co było problematyczne dla mnie to brak łatwej możliwości wymiany baterii. W G10 ten problem został rozwiązany i baterie można wymienić jednym kliknięciem. Co więcej, nowa stacja ładująca umożliwia ładowanie jednocześnie odkurzacza i dodatkowej baterii. Warto jednak wiedzieć, że w zestawie jest tylko jedna bateria, drugą należy dokupić oddzielnie. Jest to wygodne rozwiązanie jeśli posiadamy duży dom i jedna bateria nie starcza, aby odkurzyć całość.

Dodatkowym elementem wartym uwagi jest też możliwość mopowania, które odbywa się jednocześnie z odkurzaniem. Nie jest to na pewno mycie podłogi jak w odkurzaczach myjących, ale funkcja ta umożliwia jednoczesne przetarcie podłogi wilgotną ściereczką.

Z bardziej technicznych rzeczy, które mogą Was interesować:

– POJEMNOŚĆ POJEMNIKA NA ŚMIECI: 0,6 l

– SKUTECZNOŚĆ FILTRACJI: 99,97%

– WAGA: 4 KG (dość dużo w porównaniu do innych odkurzaczy pionowych)

WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA:

  • Konieczność przyczepienia stacji dokującej do ściany (problematyczne gdy ktoś nie chce wiercić). Odkurzacz można ładować również za pomocą ładowarki, ale on sam nie stoi, a oparty o ścianę może się przewrócić.
  • Stacja ładująca posiada miejsce na szczotkę szczelinową oraz pędzelek, więc mini szczotka elektryczna musi być przechowywana w innym miejscu.
  • Nie ma podświetlanej szczotki.

Czemu nie pokochałam Dysona?

Przeprowadzka sprawiła, że musiałam pomyśleć też o nowym odkurzaczu. Postawiłam na Dysona. Dlaczego? Ponieważ za każdym razem kiedy opowiadałam o tym jak dobrze sprawdza mi się Xiaomi dostawałam wiadomości od właścicieli Dysona, którzy twierdzili, że nie ma lepszego odkurzacza.

Postanowiłam to przetestować i wybrałam odkurzacz Dyson V15 Detect Absolute, który na stronie producenta kosztuje obecnie 3499 zł.

Oczywiście wcześniej zrobiłam rozeznanie w różnych dostępnych na rynku rozwiązaniach. Brałam pod uwagę również odkurzacz Bosch Unlimited Serie 8 oraz Samsung Jet90, ale ostatecznie przekonał mnie opis Dysona, gdyż przedstawiał go jako bardzo inteligentny sprzęt.

Rzeczywiście tak jest, odkurzacz sam dopasowuje moc do rodzaju sprzątanej powierzchni oraz ilości zanieczyszczeń (moc sama się zmienia na wyższą, gdy odkurzacz „zauważa” większą ilość zanieczyszczeń). Co więcej, on zlicza te zanieczyszczenia i na wyświetlaczu pokazuje ile jakiej wielkości cząstek zostało wciągniętych. Tylko tak na dobrą sprawę po co to komu? Oczywiście dopasowywanie mocy jest jak najbardziej fajną i pomocną funkcją, ale na zmieniające się na wyświetlaczu ilości cząstek patrzyłam tylko podczas pierwszego odkurzania. Co innego informacje o konieczności czyszczenia lub zapchanym elemencie. Na wyświetlaczu pojawiają się podpowiedzi co dokładnie należy wyczyścić oraz w jaki sposób lub gdzie należy ręcznie usunąć zablokowane śmieci.

Porównując ten odkurzacz do posiadanego wcześniej przeze mnie Xiaomi nie mogę nie wspomnieć o łatwości czyszczenia wszystkich elementów. Szczególnie jeśli chodzi o elektroszczotki, których wałki można wymontować i umyć pod bieżącą wodą. W moim Xiaomi oczywiście wałek też można było wyjąć, jednak zgodnie z instrukcją nie mógł on być myty pod wodą, a jedynie przecierany z wierzchu (nie wiem jak to wygląda w modelu G10) co moim zdaniem nie zapewniało jego dokładnego czyszczenia.

Ten model Dysona ma w zestawie aż 7 szczotek i kolanko Low Reach, które umożliwia sprzątanie nisko położonych i trudno dostępnych miejsc. Moim ulubieńcem jest szczotka do powierzchni twardych Laser Slim Fluffy, która jak sama nazwa wskazuje ma laserowe podświetlenie uwidaczniające mikroskopijny kurz. Początkowo byłam tym rozwiązaniem oczarowana, gdyż dzięki niemu widziałam jak dużo zanieczyszczeń jest na mojej podłodze. To potrafi zmienić spojrzenie na czystość podłogi i zachęcić do częstszego sprzątania, ale może również okazać się problematyczne. Dlaczego? Wszystkie zanieczyszczenia najlepiej widać przy zgaszonym świetle, więc odkurzaczem tym sprzątałam zazwyczaj po ciemku. Kupiłam go w styczniu, gdy dni były krótkie i często pochmurne, więc odkurzanie nie było problemem jednak teraz kiedy to piszę mamy czerwiec, a ja wciąż łapię się na tym, że planuję odkurzyć gdy zrobi się ciemno, ale kiedy robi się ciemno to muszę usypiać dzieci, a nie biegać z odkurzaczem. Dlatego obecnie przerzuciłam się na odkurzanie w ciągu dnia i przestałam wykorzystywać podświetlanie.

Czy to wszystkie minusy? Niestety nie. Mogłoby się wydawać, że kupując odkurzacz za 3,5 tysiąca dostaniem rozwiązanie najlepsze na rynku, a tymczasem stacja ładująca to porażka. Podobnie jak w Xiaomi stacja ta musi być przykręcona do ściany. Jeśli chcemy stację stojącą możemy taką dokupić za 599 zł lub kupić ten odkurzacz w wersji Detect Complete Extra, w którym oprócz stojącej stacji mamy też dodatkowy akumulator oraz więcej akcesoriów (oczywiście za odpowiednio wyższą kwotę). Wracając do stacji montowanej na ścianie, w Xiaomi ładowarka podłączana jest do stacji i to stacja ładuje odkurzacz, w Dysonie końcówka ładowarki przechodzi przez stację, która tak na dobrą sprawę jest tylko plastikowym elementem podtrzymującym odkurzacz i ta końcówka ładowarki za każdym razem gdy odkładamy odkurzacz podłączana jest bezpośrednio do niego. Nie podoba mi się to rozwiązanie, ponieważ obawiam się, że ciągłe podłączanie i odłączanie może doprowadzić do uszkodzenia wtyczki. Co więcej stacja ładująca dodatkowo przechowuje tylko dwie małe szczotki, więc na wszystkie pozostałe akcesoria musimy znaleźć miejsce gdzie indziej.

Rzecz, która mi akurat nie przeszkadza, ale wiem, że jest istotna dla wielu osób to konieczność ciągłego trzymania przycisku włączającego odkurzacz.

Ostatnia rzecz, która kompletnie nie przypadła mi do gustu to sposób opróżniania pojemnika na śmieci. Swoją drogą, w sieci możecie znaleźć informacje, że długi pojemnik w trakcie opróżniania należy włożyć głęboko do kosza i to pomoże uniknąć rozpylania kurzu dookoła. To prawda, to rozwiązanie wydawało mi się być lepsze niż w Xiaomi, gdyż tam pojemnik opróżnia się nad koszem i rzeczywiście zdarza się rozsypywanie śmieci. Jednak w praktyce rozwiązanie w Dysonie wcale nie jest dużo lepsze. Kurz i tak się unosi, a dodatkowym utrudnieniem jest konieczność każdorazowego odłączania rury. Odkurzaczem Xiaomi podjeżdżałam pod kosz i naciskałam jeden przycisk, więc chyba wolałam jednak trochę rozsypanych śmieci niż każdorazowe odłączanie rury.

Z bardziej technicznych rzeczy, które mogą Was interesować:

– POJEMNOŚĆ POJEMNIKA NA ŚMIECI: 0,76 l

– SKUTECZNOŚĆ FILTRACJI: 99,99% (o 0,02% wyższa niż w Xiaomi)

– WAGA: 3 KG  

Co jeśli nie dyson?

Niedawno miałam okazję pracować przy premierze innego odkurzacza i wiem, że gdybym poznała go kilka miesięcy wcześniej to prawdopodobnie właśnie na niego bym się zdecydowała, bo wszystko to co w Dysonie mnie denerwuje tu zostało świetnie rozwiązane, a nawet zostały dodane funkcje, o których nie marzyłam.

Ten odkurzacz to Samsung Bespoke Jet.

W ofercie dostępne są trzy rodzaje tego odkurzacza, choć właściwie jest to jeden odkurzacz, który występuje w trzech różnych kolorach i z różnymi akcesoriami (każda wersja kolorystyczna ma inne akcesoria).

Ja jako wielbicielka koloru niebieskiego oczywiście postawiłabym właśnie na niego. Choć nie tylko o sam kolor chodzi, ale również o końcówkę myjącą, która występuje jako jedno z akcesoriów w tym właśnie kolorze (akcesoria można również dokupować oddzielnie).

Skoro już wspomniałam o kolorze to muszę przyznać, że nie widziałam piękniejszego odkurzacza. Mój Dyson wyglądem nie grzeszy, dlatego najlepiej prezentuje się zamknięty w szafie lub pomieszczeniu gospodarczym, za to te Samsungi bez problemu mogą stać w każdym pomieszczeniu, gdyż świetnie się prezentują. Ich stacja ładująca jest jednocześnie stacją czyszczącą. Kiedy odkładamy na nią odkurzacz wystarczy nacisnąć jeden przycisk, aby zawartość pojemnika została wessana do stacji czyszczącej. Co więcej, duża moc ssania w trakcie opróżniania czyści nie tylko pojemnik na śmieci, ale również oczyszcza filtry(!), dlatego możemy je myć zdecydowanie rzadziej niż z innych odkurzaczach pionowych. To rozwiązanie będzie idealne dla alergików, ponieważ opróżnianie pojemnika jest bezkontaktowe, a worek na śmieci który jest w stacji czyszczącej starcza na jakieś trzy miesiące odkurzania.

Co jeszcze wyróżnia ten odkurzacz? Teleskopowa rura. Tego nie widziałam wcześniej w żadnym odkurzaczu pionowym, a w sumie jest to super pomocna rzecz, bo dzięki dopasowaniu wysokości rury odkurzaczem z łatwością mogą odkurzać zarówno dziecko jak i wysoki dorosły. Teleskopowa jest też końcówka ssawka i to również bardzo mi się podoba, bo zawsze miałam problem, aby dostać się do trudno dostępnych miejsc między siedzeniami w aucie, a tu nie byłoby to problemem.

Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich, którym przeszkadza konieczność ciągłego trzymania przycisku włączania, bo tu wystarczy raz kliknąć, aby odkurzacz włączyć i ponownie, aby go wyłączyć.

Jest to również jeden z lżejszych odkurzaczy, bo z rurą i szczotką waży jedynie 2,7 kg. W zestawie jest też dodatkowy stojak dzięki, któremu w jednym miejscu przechowujemy wszystkie szczotki i ładujemy drugą baterię.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do mycia podłogi. Do tego celu służy końcówka Spray Spinning Sweeper, która w sumie nie tylko myje, ale może również polerować na sucho. Nie jest to jedynie wilgotna ściereczka przecierająca podłogę jak w przypadku opisywanego wcześniej odkurzacza Xiaomi, tu mamy dwa obrotowe dyski oraz możliwość dozowania ilości wody przy większych zabrudzeniach.

Czy więc ten odkurzacz ma same plusy? Nie. Póki co znalazłam jeden minus. Brak podświetlenia szczotki. I choć tak jak pisałam Wam wcześniej obecnie mało korzystam z tego dodatku to jednak lubię je mieć.

Jeśli nie potrzebujecie stacji czyszczącej oraz funkcji mycia podłogi myślę, że może zainteresować Was również Samsung Jet90, jest tańszy, a ma świetną moc i na pewno świetnie sprawdzi się podczas sprzątania.

Z bardziej technicznych rzeczy, które mogą Was interesować:

– POJEMNOŚĆ POJEMNIKA NA ŚMIECI: 0,5 l

– SKUTECZNOŚĆ FILTRACJI: 99,999% (po przecinku są 3 dziewiątki(!), więc największa dotychczas)

– WAGA: 2,5-2,7 KG  

co jeszcze warto wiedzieć?

Jeśli porównujecie sobie długość działania odkurzaczy na jednej baterii zwróćcie uwagę na to, że producenci zawsze podają ją dla trybu eco/minimum, czyli tego z najmniejszą mocą ssania i jednocześnie na prostej szczotce np. szczelinówce. Na elektroszczotce czas pracy będzie trochę krótszy. Zawsze zwracajcie też uwagę czy czas pracy nie jest podany czasem dla dwóch baterii, bo zdarza się, że producenci dają drugą w zestawie i informują o czasie odkurzania na dwóch bateriach.

Odkurzacze i akcesoria - sprawdź na Ceneo

CZYTAJ RÓWNIEŻ: