Witam na moim blogu

Za każdym razem kiedy zaczynałam coś pisać początek był dla mnie największym problemem. Teraz nie jest inaczej. Dziś zaczynam pisać bloga. Ta myśl siedziała w mojej głowie już od bardzo, bardzo dawna. W szkole podstawowej i gimnazjum uwielbiałam pisać wypracowania, zazwyczaj dostawałam za nie piątki i szóstki, więc wydawało mi się, że piszę dobrze. Miałam nawet bloga, na którym popełniłam kilka wpisów o moim nastoletnim szalonym życiu. 😉 Obecnie, nawet gdyby mnie torturowano nie przypomnę sobie jego nazwy (całe szczęście). Tak bardzo lubiłam pisać, że przez chwilę nawet myślałam, żeby pójść do liceum do klasy humanistycznej, ale zniechęciła mnie rozszerzona historia. Wybrałam biol-chem i szybko znienawidziłam polski kiedy to za pierwsze, w moim mniemaniu, świetne wypracowanie dostałam dwójkę. Wtedy doszło do mnie, że pisać chyba jednak nie umiem i żadna ze mnie humanistka, więc skupiłam się na tej swojej chemii. Kilka lat później skończyłam studia na Politechnice Warszawskiej i zostałam magistrem inżynierem. Marzenia o pisaniu jednak nie wyparowały mi z głowy całkowicie. Za każdym razem kiedy kończyłam czytać jakąś książkę zazdrościłam jej autorowi i znów miałam w głowie pełno pomysłów, które niestety po dłuższym czasie okazywały się mało atrakcyjne.

Wszystko zmieniło się kiedy zostałam mamą. Zaczęłam czytać etykiety i dokładnie analizować wszystko co jadłam oraz to czym w przyszłości chciałam karmić swoje dziecko. Okazało się, że zdrowe żywienie dziecka wcale nie jest takie łatwe. Kiedy mówiłam komuś ze swojego otoczenia jakie to wszystko jest niezdrowe słyszałam: „Dziecka nie uchronisz, nawet jeśli teraz będziesz chuchać i dmuchać to jak będzie starsze na pewno będzie miało do czynienia z tymi wszystkimi niezdrowymi substancjami, więc może lepiej żeby miało ten kontakt od samego początku to będzie przyzwyczajone.” Nawet położna środowiskowa, która odwiedzała nas w pierwszych dniach po powrocie ze szpitala, miała podobne zdanie. Kiedy jej powiedziałam, że mój Mąż sam zbudował wędzarnie i robi domowe szynki, kiełbasy i sery, żeby unikać tych wszystkich trucizn, odpowiedziała: „Przecież dziecko jak pójdzie do przedszkola to i tak będzie tam to wszystko jadło, więc po co teraz unikać?”.

Drodzy Rodzice, nie zgadzam się z tymi opiniami i nawet jeśli nie potrafię pisać odważyłam się jednak założyć bloga i męczyć Was swoimi wpisami, które będą miały na celu przede wszystkim uświadamiać społeczeństwo co znajduje się w żywności, kosmetykach i innych produktach, których używamy na co dzień. Wierzę w to, że im więcej będzie nas – świadomych konsumentów, którzy nie kupują byle czego, tym producenci będą przykładali większą wagę do tego co sprzedają. Takie zmiany są możliwe i wszystko zależy tylko od nas! Zadbajmy o przyszłość swoją i swoich dzieci, czytajmy etykiety i nie wrzucajmy do koszyka sklepowego produktów, które nas trują!

Na początku myślę, że będzie sporo o cukrze, bo właśnie zakończyłam pierwszy miesiąc próby ograniczania cukru, w którym to jednocześnie bardzo dużo uwagi poświęcałam obecności cukru i jego zamienników w różnych produktach spożywczych. Jednocześnie zapraszam Was na moje konto na instagramie @mama.chemik gdzie wrzucam zdjęcia składów produktów, które akurat wpadną mi w rękę i mnie zbulwersują. 😉

Polub i udostępnij:
error

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error

Podoba Ci sie mój blog?Udostępnij go i polub